Dwa wyjścia w teren - w Beskidzie Żywieckim - przy dość lichej pogodzie. Telefon pracował głównie w trybie oszczędnościowym tzn. z wyłączonym GPSem przy wygaszonym ekranie. Tak zamierzam korzystać z telefonu jako uzupełnienie EPIXA. Przy takim wykorzystaniu ewidentnie brakuje kompasu do orientacji mapy. Po złapaniu fixa mapa "pływa" przez dobre 2-3 sekundy zanim nabierze właściwej orientacji, zgodnej z kierunkiem marszu. Tak po prawdzie - w terenie w którym nie mamy punktów odniesienia - pewność że mapa jest dobrze zorientowana zyskujemy po ok. 5 sekundach dość energicznego marszu. Dla kogoś kto przyzwyczaił się do tego co oferuje Garmin z kompasem to naprawdę ... lekki stres
Dużo ciekawszą sprawą jest jednak zachowanie Bravera w deszczu. Owszem, nie wędrowałem podczas oberwania chmury, ale jednak w deszczu i gdy chciałem coś na nim sprawdzić, bądź zrobić, a więc w sytuacji gdy trzymałem go poziomo, ekran pokrywały niezliczone ilości kropel. Nie zauważyłem wówczas żadnych poważnych problemów. Czy to przesunięcie mapy paluchem, czy też zmiana mapy, a więc przeklikanie się przez jakieś menu, odbywało się bez zawirowań. Nie zauważyłem też żadnych nieprzewidzianych samoczynnych reakcji wywołanych kroplami deszczu na ekranie. Dodam, że przy takiej pogodzie, w takich warunkach (dość ciemno, ekran pokryty kroplami) naprawdę dobrą widzialność ekranu (a jak powszechnie wiadomo jestem fanem tego parametru) zapewniało podświetlenie na poziomie 50%.
Podobnie jak w Beskidzie tak też w Bieszczadach zrobiłem dwa wyjścia. Tym razem przy dużo lepszej pogodzie. W jednym przypadku korzystałem z Bravera podobnie jak w Beskidzie Żywieckim (przy wygaszonym ekranie GPS wyłączony), w drugim przypadku wskazałem (w Oruxie) punkt docelowy i włączyłem nawigację. Odbiornik GPS był cały czas aktywny. Łączny czas pracy GPSu podczas tego drugiego spaceru wyniósł nieco ponad 4,5h. W tym czasie od czasu do czasu rzuciłem okiem na ekran (podświetlenie 100%), a telefon zużył ok. 16% energii. Na podstawie tego i zgodnie ze wcześniejszymi obserwacjami można postawić tezę, że zrobienie z Braverem dwóch porządnych (8-9h) wycieczek pieszych przy non stop włączonym odbiorniku GPS nie powinno stanowić problemu. Co ważne - dzięki takiemu ustawieniu (GPS non stop włączony) uzyskujemy czy to w Locusie, czy też w Oruxie zarówno informację na temat bieżących parametrów wędrówki, ewentualne komunikaty głosowe, jak też ciągłą prawidłową orientację mapy w ustawieniu "kierunek góra". W warunkach jakie miałem w Bieszczadach (słońce) korzystałem ze 100% podświetlenia. Oczywiście dotyczyło to sytuacji, w której coś sprawdzałem na ekranie. Gdy na niego nie patrzyłem, ekran był całkowicie wyłączony. Co ciekawe, przy takim podświetleniu (100%) ekran IPS w jaki jest wyposażony Braver, zapewnia dobrą widzialność niezależnie od kierunku oświetlenia zewnętrznego - także podczas wędrówki "pod słońce", podczas gdy w takich warunkach (pod słońce) znane mi smartphony z superamoledem zawodziły.
Reasumując. Prywatnie byłem, jestem i będę zwolennikiem rozwiązań bazujących na wysokiej specjalizacji. Krótko mówiąc jestem zwolennikiem tzw. urządzeń dedykowanych. Nadal też uważam że oprogramowanie turystycznego Garmina, pomimo pewnych mankamentów ma to "coś" , co powoduje że - w powiązaniu z mapami IMG - jest soft zapewniający najwyższą funkcjonalność. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Przypomnę jednak, że już w roku 2009 pierwszy raz publicznie - na łamach miesięcznika Bieszczady - postawiłem tezę, że właściwym GPSem na sporadyczne wypady w góry nie musi być odbiornik dedykowany, lecz może to być "komórka". Dzisiaj poszedłbym krok dalej i polecałbym wziąć pod uwagę rozwiązanie bazujące na outdoorowym smartphonie także tym, którzy częściej niż tylko raz do roku wychodzą w teren. Szczególnie gdy dotyczy to rozwiązań niskobudżetowych. W efekcie na pytanie: "czy kupić Etrexa 20, czy też Bravera?", skłaniałbym się - przy turystyce jaką ja uprawiam - raczej do tego drugiego pomysłu.