Witam. Tak sobie czytam o tym kalibrowaniu kompasu i zastanawiam się, jak powinno się to prawidłowo robić.
Przez ostatnie lata używania Visty z kompasem jednoosiowym (Lechu, chyba użyte przez Ciebie określenie "dwuosiowy" nie jest trafne?) nie specjalnie sobie zawracałem głowę kalibracją i nigdy z tego powodu nie doznałem jakiegokolwiek dyskomfortu. Oczywiście czasem, gdy akurat szczególnie zależało mi na
w miarę prawidłowym wskazaniu, zgodnie z instrukcją obracałem odbiornik wokoło pionowej osi, pewnie jakiś tam efekt przynosiło. I dopiero gdy natknąłem się nieopodal mojego miejsca zamieszkania na z pozoru zwyczajne miejsce, w którym kompas kompletnie głupieje zamieniając północ z południem i wschód z zachodem przekonałem się, że chyba jednak powinno się traktować układ kompas-otoczenie jako układ inercjalny. Oczywiście w tym miejscu kalibracja kompasu NIC nie zmieniała! Nadal południe było na północy a wschód na zachodzie. Wywnioskowałem z tego, że podczas kalibracji najlepszy efekt powinno przynieść obracanie kompasu wraz z otoczeniem. A pomijając przypadki szczególne - jak choćby to dziwne miejsce niedaleko mnie - najczęściej najbliższym otoczeniem jest użytkownik obwieszony metalowymi gadżetami, co z resztą potwierdzają rowerzyści obracający rowerem podczas kalibracji GPS-a zamocowanego na kierownicy (wyczytałem to na jakimś forum - być może nawet tym).
OK, jestem w stanie sobie to wyobrazić. Ale jak zatem kalibrować kompas 3-osiowy!? Tak jak nie ma problemu z osią pionową (skoro rowerzyści dają radę...), i tak jak potrafię sobie wyobrazić robienie fikołka do przodu z GPS-em w ręku i plecakiem na plecach, to za cholerę nie wiem jak zrobić fikołka w bok!
A może naprawdę całe to kalibrowanie co chwila kompasu to bardziej zawracanie gitary? Może nasze Garminki, które coraz bardziej zaczynają kojarzyć się z tandetnymi zabaweczkami, same z siebie wprowadzają tak duże błędy, że żadna kalibracja im nie może pomóc? Ja również z reguły kompas w Viście mam wyłączony (włączam go na chwilę, na postoju) i szczerze przyznam, że nigdy nie przyszło mi do głowy kalibrować go częściej niż raz na dwa tygodnie. A teraz, mając w Oregonie kompas 3-osiowy, to już na pewno nie
